W poprzedniej notce pomarudziłem o tym, co mi nie pasi w nowych samochodach. Było trochę standardowo. Jednak, aby nie być gołosłownym, bo przecież powiedziałem, że lubię nowe samochody, wypadałoby napisać, za co je lubię prawda? Także ten – jadymy!

1. Jakość wykończenia 

Kiedyś spotkanie skóry we wnętrzu, czy równego spasowania elementów karoserii było zarezerwowane dla marek premium. Dzisiaj? Skórzane fotele w Astrze? No problem. Równe szpary pomiędzy maską a błotnikami w Hyundaiu? Zrobione. Manetka wycieraczek Skody, która przez milion włączeń i wyłączeń włącza się tak samo. Nic prostszego. We wnętrzu mamy coraz lepsze materiały. Wyobrażacie sobie Mercedesa 190 z alcantarą, nawet na desce rozdzielczej? Tak, ale po tuningu, gdzie właściciel oddał całe wnętrze do tapicera. W fotelach siedzi się wygodniej. Bez zmęczenia można pokonywać dłuższe trasy. We wnętrzu jest ciszej, więc można spokojnie rozmawiać przy prędkościach autostradowych. Jazda i podróż są po prostu wygodniejsze. Praktycznie dzisiaj w zwykłym hatchbacku mamy komfort i wygodę marki premium sprzed 20 (i trochę mniej) lat. Oczywiście marki premium jeszcze walczą, aby odskakiwać od zwykłych marek, ale mi to pasuje – a Wam?

2. Większe bezpieczeństwo

Dachowaliście kiedyś? Zapewne za wiele osób, które miały wątpliwą przyjemność wykonania takiej czynności za wiele tu nie ma. Jednak Wolelibyście to robić w starym BMW serii 3, E30 z cienkimi słupkami, czy zaopatrzonymi w pierdyliard poduszek, znacznie sztywniejsze nadwozie, nowym Volvo V40? Ja też w tym drugim. Nie oszukujmy się. Poziom bezpieczeństwa, jaki oferują nowe samochody jest znacznie wyższy. Wprawdzie nie uchroni nas od kolizji/wypadku (chociaż nad tym też już są prowadzone intensywne prace), ale pozwoli zminimalizować skutki. Dzisiaj wiele kolizji przy prędkościach na poziomie 100km/h kończy się siniakami, ew. jakimś złamaniem, czy pęknięciem. Kiedyś sporo większą szansę miało się na powrót w czarnym worku. Dodatkowo światła świecą lepiej i nawet inteligentniej (doświetlanie zakrętów, kierowanie wiązki światła w zakręcie). Jeśli one nie wystarczą, kamera na podczerwień, która zobaczy wszystko.

3. Spokój po zakupie

Kupujemy nowy samochód z salonu. Załóżmy, że po pół roku rozsypuje się skrzynia. Ot tak sama z siebie. Jest ona wymieniana na gwarancji. Fajna sprawa, prawda? Taki spokój daje zakup nowego samochodu. I rozumiem osoby, który kupują nowe samochody m.in. z tego powodu. Naszym obowiązkiem jest robienie tylko przeglądów i jeżdżenie. Całkiem niewiele jak na brak myślenia: „czy sprawdziłem wszystkie gumowe węże, czy nie zaczęły parcieć?” , „czy ta 20 letnia opaska ślimakowa na pewno dobrze trzyma?”, „co to za stuk przy prawym przednim kole i ile będzie kosztować naprawa?”

4. Możliwości diagnostyczne

„Paaanie tyle elektroniki, że nie wiadomo co się zepsuło” – zapewne słyszeliście to nie raz. Jednak ta większa ilość czujników też się czasami przydaje. W wielu przypadkach, podpięcie komputera pozwala na precyzyjne zdiagnozowanie problemu, bądź przynajmniej ograniczenie jego źródła. Dzisiaj komputery są w stanie raportować, która cewka/świeca ma problem. Fajna sprawa, zamiast siedzenie z kluczem i podmienianiem prawda? Rozumiem tych, co lubią sobie pogrzebać w wozie, ale wraz ze wzrostem wydajności silników, zmniejszają się tolerancje na zmiany w parametrach. Coś za coś. Chcemy, aby 200KM silnik nie palił 20l/100km w mieście przy normalnej jeździe? Musimy ograniczyć zmiennie, na które nie mamy wpływu. I aby je kontrolować – dodać parę czujników.

5. Elektronika ułatwiająca życie

Nawigacja, klimatyzacja, czujniki parkowania, elektryczne szyby. Więcej elektroniki, która sprawia, że nasza podróż jest wygodniejsza. Wyobrażacie sobie jazdę w samochodzie bez klimy w upałach tego lata? Ja spróbowałem – tragedia. Dodatkowo – przy prostych klimatyzacjach manualnych, często jazda z włączoną kończyła się cieknącymi zatokami, przeziębieniem. Dzisiaj – ustawiamy wygodną dla nas temperaturę i komputer wie, że ma zmniejszyć huragan wykrzywiający nam twarz w momencie jak już wewnątrz mamy dobre warunki. Nie musimy o tym pamiętać. Czujniki parkowania? Dla osób takich jak ja, które nienawidzą sedanów i coupe, „bo nie widać dupy”, idealne rozwiązanie. Nie muszę się męczyć przy parkowaniu tyłem, czy w ogóle cofaniu gdziekolwiek, szczególnie w ciasnych miejscach. Kamery do parkowania to taki next level, które pozwolą nam wykonywać te manewry, co do centymetra. O elektrycznych szybach, czy lusterkach nawet się nie będę rozwodził, bo każdy widzi ich zalety. Dodatkowo dzisiaj chciałbym mieć w samochodzie elektryczne fotele z pamięcią ustawień. Dlaczego? Gdyż moja żona, która także prowadzi samochód, jest ode mnie niższa. Każda zmiana kierowcy wiąże się ze zmianą ustawień fotela. I za każdym razem te ustawienia są trochę inne. A tak? Jedno ustawienie dla niej, jedno dla mnie. Kwestia przycisku i poczekania chwili na dostosowanie.

6. Rozwój materiałów

Kiedyś samochody były robione ze stali, bo była łatwo dostępna. Potem rozpoczęto stosowanie aluminium. A dzisiaj? Wiele samochodów nowych samochodów korzysta z kompozytów. Wprawdzie takie włókno węglowe dalej jest w dużej mierze zarezerwowane dla typowo sportowych samochodów, ale powoli się pojawia w cywilach. Gdyż producenci muszą walczyć z wagą, którą podnieśli ze względu na komfort. Dodatkowo takie włókno węglowe jest sztywniejsze, więc przy okazji poprawia się prowadzenie pojazdu. Minus? Problem z naprawą. Zawsze będzie się kończyć wymianą elementu. Drożej. Ale medal zawsze ma dwie strony prawda?

7. Łatwa odsprzedaż

Sporo łatwiej sprzedać 3 letni samochód od 20 letniego. Nie oszukujmy się – wiele osób boi się starego wozu, bo może się w nim zepsuć wszystko. W przypadku takiego 3-latka, mamy sporo większe szanse na  wykonywanie tylko przeglądów okresowych. Dodatkowo mamy sporą szansę, że jakieś gwarancje pozostaną, więc takie dodatkowe bezpieczeństwo dla nowego nabywcy. Jestem osobą, która nie lubi się denerwować i ceni sobie spokój w życiu i jeśli bym miał możliwość, to pewnie bym się nie zawahał nad kupnem nowego wozu, pomimo tego, że nieco bardziej wolę te starsze samochody. Lubię jeździć różnymi pojazdami, więc takie „salonówka” > 3 lata > „inna salonówka”, spełniłaby mnie w tym aspekcie. A to, że nie pomachałbym kluczem, pomimo ulubienia do rozbierania i składania rzeczy? Chyba mógłbym z tym żyć. Ale starałbym się doprowadzić do sytuacji, gdzie miałbym wóz nie do dotykania, a dodatkowo i też taki, gdzie nie miałbym problemu z rozłożeniem na części. Przez jakiś czas w takiej „wygodzie”, żyłem i to chyba najlepsze rozwiązanie dla mnie.

Podejrzewam, że w powyższych punktach znowu pojechałem stereotypem. Cóż poradzić, że mam podobne odczucia, co wiele osób interesujących się motoryzacją. Takie życie. Kurde – daleko do tych Bieszczad.

 

Zobacz także:

1 Komentarz

  1. pieklonakolach

    15 września 2015 at 19:52

    Kijem Wisły nie zawrócisz, mówią i chyba tak jest, że postępu nie da się zatrzymać. Możemy narzekać na nowe auta, co nawet jest w dobrym tonie;) ale chętnie korzystamy ze zdobyczy techniki. Sam nie jestem entuzjastą niektórych trendów pojawiających się obecnie w motoryzacji ( i nie tylko), trochę z konieczności (wiadomo –  budżet) ale również świadomie wybrałem samochód, który ma wiele cech i udogodnień współcześnie produkowanych aut nie będąc przy tym skomplikowanym jak prom kosmiczny. Określiłbym to jako motoryzacyjną filozofię stania okrakiem :D

Zostaw odpowiedź