Jest moda na marudzenie na nowe samochody. Najczęściej przez pryszczate dzieciaki, które nie mają argumentów poza „plastiki pieprzone!”. Ja osobiście lubię nowe wozy. Wprowadzają fajne technologie, materiały. Nowym samochodem zawsze się fajnie jeździ, nie trzeba przez parę pierwszych lat myśleć, któy wąż sparciał, jaka uszczelka się kruszy i wymaga wymiany bo inaczej rzygnie olejem. Taki fajny spokój ducha, który sobie cenię.

Jednak tytuł notki sugeruje, że będę psioczył na nowe samochody, więc wypadało by się wziąść do roboty prawda?

1. Unifikacja wyglądu. 

Tak wiem. Świadomość marki. Dzięki zunifikowanemu wyglądowi zawsze poznamy BMW, Audi, VW, Mitsubishi i tak dalej, i tak dalej. Z tej strony jest to spoko, bo dzięk itemu zwykły Kowalski wie, że przejechała przed nim nowa Mazda. Nie będzie wiedział jaki model, ale wie, że Mazda. I to może zasiać ziarenko ciekawości, które sprawi że przerzy internety, pozawraca dupę sprzedawcy w salonie. Chyba o to chodzi. Więc czemu się czepiam? Bo taka unifikacja zabija różnorodność. To przez nią zarzuca się takiemu BMW czy Audi, że prawie nie da się rozróżnić modeli od siebie. Chyba, że staną koło siebie i porównamy wielkość. Bardzo mi się podobało „dawno dawno temu” kiedy „golf w sedanie”, czyli Bora miała inny przód. To było naprawdę spoko.

2. Interfejsy dotykowe.

Tutaj kogoś doszczętnie posrało. Wiem, że jest bum na macanie, mizianie, i tak dalej i tak dalej. Jednak ma to sens, gdy patrzymy na ekran. Ja w samochodach staram się w miarę pamiętać co gdzie jest. Dzięki temu mogę się lepiej skupić na drodze. Ewentualnie szybkie spojrzenie, gdzie ręka ma kliknąć. I to kliknięcie potwierdza mi, że dana funkcja została wybrana. W przypadku ekranów dotykowych – nie dość że trzeba trafić to jeszcze trzeba spojrzeć, aby się upewnić że wybraliśmy dobrą opcję i ekran faktycznie złapał nasz paluch i zmniejszyliśmy temperaturę klimy, a nie włączyliśmy stacji Bollywood Hits Non Stop! A to stwarza zagrożenie na drodze. Im kierowca bardziej rozproszony, tym bardziej niebiezpieczny.

3. Czerń fortepianowa we wnętrzu

Błyszcząca czerń fortepianowa jest spoko. Na fortepianie. Koniec. Błyszcząca czerń powinna być zakazana w laptopach, klawiaturach, wnętrzach samochodów. Dlaczego? Bo wystarczy na taki lakier popatrzyć, a tenże już łapie rysy, odciski palców i wygląda jak 20 lat później. Jedyna możliwość na powrót ładnej czerni? Polerka. Już widzę jak ktoś będzie chciał polerować przyciski, i z powrotem malował napisy na nich. Wnętrze samochodu powinno być praktyczne, łatwe do utrzymania w czystości i ładnym wyglądzie. Rysy nie są ładne. Smugi też. A mimo wszystko ich będzie pełno na takim wnętrzu. To już plastikoweszczotkowanealumnium jest lepsze.
4. Rośniemy i tyjemy

Samochody robią się coraz większe i cięższe. I przez to, prawie wszystko co zyskujemy na zwiększeniu sprawności silników, jest marnowane na wagę i rozmiary. Ale na szczęście to się zmienia. Producenci też doszli do wniosku, że jak zabiorą parędziesiąt kilogramów z wagi wozu – pali on mniej! Pewnie wpadli na to tylko dlatego, że ktoś im powiedział, że pozycja „spalanie w cyklu miejskim” jest jedną z tych niewielu, która interesuje ludzi w katalogach. Co nie zmienia faktu, że obecnie wozy są spasione. Wiem, że wiele zawdzięczemu zwiększeniu bezpieczeństwa ale serio – taka Fiesta Mk3 ważyła między 780 a 900kg. Obecna, czyli Mk7? 1050kg na start. Wymiary? Szersza o 8cm, dłuższa o 20 i wyższa o 10. Potrzebne było tyle centymetrów? Nowa fiesta, w sedanie jest dłuższa od ostatniego Escorta… w kombi. Nic, nawet teraz, nie wiedzieć czemu spora grupa osób próbuje przekonać nas, że czymś normalnym jest sytuacja, w której waga i wzrost są wyrażene tą samą wartością. Bo przecież kobieta mająca 170 cm i kg wygląda naturalnie i zdrowo nieprawdaż? Zaakceptuj to, Ty nietolerancyjny prymitywie!

5. Agresywność wszystkiego. 

Agresywne światła, agresywne linie. Agresywne lusterka. Agresywna linia nadwozia. Nawet Mini musi wyglądać jak wkurwiony nedźwiedź na haju kokainowym. Albo spójrzcie na nową Octavię. No po prostu Tygrys bengalski po „złym wejściu” heroiny, który gwałci czyjąś matkę. Chyba najlepszym przykładem będzie tu porównanie pierwszej, do ostatniej generacji Mazdy MX-5. Na początku – podnoszone oczka, radosny uśmiech. Świat jest piękny! Świat nie ma problemów! Jestem cabrio! Dotykam jednorożca! Wydalam tęczę! A teraz? Palenie na stosie! Obdzieranie kotów ze skóry! Sikanie testosteronem! Siła! Rozpierdol! Czasami mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach przy syndromie RNM (Rurkowy Niedobór Męskości) samochody muszą nadrabiać tą lukę. Wyglądając jak nieślubne dziecko F22 i pancernika Yamato. Sprawiając, że jak podjedziecie pod tyłek starego garbusa możecie skończyć z wyrokiem za stalking i groźby karalne.

6. Zabieranie przydatnych rzeczy.

Ulepszanie wyposażenia zawsze jest spoko. Podgrzewanie tyłka w zimie, klima w lecie, bixenon na noc i tak dalej i tak dalej. Jednak co w momencie, kiedy wyposażenie jest zabierane? Oczywiście nikt nie będzie zabierał komfortu – to jest nie do pomyślenia. Ale co jak jest zabierane podstawowe wyposażenie… diagnostyczne? Znikają wskaźniki temperatury. Ostatnio w BMW zaczęły znikać bagnety do sprawdzania poziomu oleju. Takich rzeczy jak ciśnienie oleju to już dawno nie widziałem. Napięcie na akumulatorze? Ostatnio chyba w Lexusie is200. Wiem, że z jednej strony jest to dla tych „Januszów motoryzacji”, którzy mają jechac na lawecie do serwisu jak się zapali check engine. Tyle, że na długo przed tym, można było by już mieć informacje o zbliżającej się katastrofie. Wyszła taka kombinacja „mam wyjebane ma jeździć” użytkowników i „mam wyjebane ma zarabiać” producentów. Niestety. Chociaż dzięki ekranom LCD można „wrzucić” wiele wskaźników w zegary. Ale i tak jest to za dopłatą/w wyższych modelach.

 

No to pomarudziłem. Ale spokojnie, też napiszę co mi się podoba w nowych wozach. Tak na przekór ogólnie panującemu „nowe jest be”

 

Zobacz także:

7 komentarzy

  1. pieklonakolach

    17 sierpnia 2015 at 11:04

    Na większości blogów, w tego typu wpisach pojawiają sie z grubsza te same aspekty współczesnej motoryzacji. Chyba czas pakować manatki Panowie bo wniosek nasuwa się taki, że większość chce właśnie tego ( vide "producenci odpowiadają na oczekiwania rynku"), a ci co nie chcą się nie liczą i są skazani na wymarcie.

  2. Bio

    17 sierpnia 2015 at 16:22

    Chyba masz rację. Pora rzucić wszystko w cholerę i wyjechac do jakiejś chatki w górach :D 

  3. Karol

    24 sierpnia 2015 at 12:44

    Ja nie toleruję tej wszechobecnej automatyzacji i upychania wszelkiego rodzaju systemów elektronicznych typu asystent parkowania, asystent zmiany pasa ruchu itp. itd. Już pomijam fakt, że taki system nie jest nieomylny i nawet najmniejsza awaria może być tragiczna w skutkach, ale głównie irytuje mnie to, że we współczesnych pojazdach rola człowieka coraz bardziej zanika i prowadzenie auta nie wymaga już takich umiejętności jak dawniej.

  4. Bio

    24 sierpnia 2015 at 17:32

    Niestety – nowe wozy kreują nam leniwych kierowców. Ba – sam się na jedno lenistwo złapałem, o co będzie do wyłapania w przyszłości. Nowy wóz, sam wyłączy silnik, sam stanie, utrzyma pas, wyprostuje poślizg – nawet zainicjuje kontrę.
    To sprawia, że przyszłe pokolenia kierowców będą coraz słabiej wyszkolone w jeździe z powodu braku doświadczeń.

  5. uzi43

    12 września 2015 at 15:17

    Leniwy kierowca to jedno. Problem leży w mentalności i braku jakiegokolwiek przygotowania! Kursy nie uczą jeździć a przygotowywują do egzaminu. Egzamin z kolei gówna sprawdza u kierowcy. Chodzi o uwalenie na pierdołach żeby znowu płacić. :/

    Rozwoj samochodów w kierunku zwiększenie komfortu i bezpieczeństwa to wspaniała sprawa! Szkoda tylko, że nowe auta tak rosną… Nie jestem fanem 911, ale trzeba przyznać, że to wciąż zgrabne i stosunkowo (jak na swoja klasę) filigranowe autko. 

    1. Bio

      12 września 2015 at 16:09

      Miałem okazję niedawno widzieć jedne z ostatnich 911 (tak samo wszystkie wyglądają więc nie wiem o ile generacji wstecz się mylę :D). To definitywnie nie jest filigranowe auto. Filigranowa jest MX-5, a nowe 911 mają prawie 4,5m długości, praktycznie 3mm dłuższe od mojego obecnego e46 coupe! Dodatkowo 7cm szersze. To definitywnie nie są filigranowe rozmiary. 

      A bryła żaby, patrząc od tyłu jest trochę… rozlazła wg. mnie. 

      Nie wiem, jakoś nie umiem znaleźć "miłości" do tych nowych prosiaków. Technicznie są genialnie, ale stylistyka spłaszczonego garbusa, jakoś przestała do mnie przemawiać. Chyba się starzeję. 

      1. uzi43

        13 września 2015 at 12:47

        Może inaczej… Rzeczywiście są spore, ale nie przytłaczają rozmiarem

        Też nie jestem fanem. Brakuje im humoru, są zbyt poważne. 

        Jak Porsche to Cayman GT4. Mimo, że i od niego cos ciekawszego na rynku bym znalazł (np. Alfa 4C, Exige). ;)

Zostaw odpowiedź