Jak zapewne już dobrze wiecie, ze względu na gównianą infrastrukturę parkingową Bratysławy, dojeżdżam do pracy komunikacją miejską, gdyż na helikopter mnie (jeszcze) nie stać. Dzięki temu mam okazję obserwować ludzi.

Kamuflując się książką, więc udaję inteligentną osobę.

I zauważyłem coś niedobrego w obecnych czasach. Dawno, dawno temu, gdy dojeżdżałem do szkoły ludzie reagowali na samochody. Nie zdarzył się żaden egzotyk, który nie był skomentowany. I to nawet nie przez ludzi którzy oberwali tłokiem w łeb. Było jakieś wewnętrzne odczucie „to je dobre!” w społeczeństwie.

A jak wygląda to dzisiaj?

Nic. Totalne zero emocjonalne.

Serio.

I to w czasach, gdzie rozwój technologii jest tak szybki, że nie ma problemów, aby stworzyć samochód pędzący 350km/h, który będzie delektował nasze uszy piękną jakością muzyki z 472 głośników Bose.

Jest to trochę smutne.

Tyle się słyszy o tym, że obecne samochody projektują księgowi, tabelki, Excele. I owszem. Możemy winić tutaj producentów. Z drugiej strony, klienci też się stali „tabelkami”. Na własne oczy widziałem jak z salonu człowiek odbierał Seata Leona Cuprę, gdzie jeszcze kazał salonowi trochę podkręcić moc (są takie rzeczy możliwe – nie panikować). Tak znudzonej osoby dawno nie widziałem.

Jak można być znudzonym, kupując Hot-hatcha?

Nawet w reklamach, zawsze jest pokazywane, że samochód ma nas tylko wygodnie zawieźć na miejsce. I owszem, są spoty, które przeczą trochę tej tezie… ale kiedyś nawet Tico miało spoko reklamę!

No kurdę. A dzisiaj?

No ja przepraszam bardzo, ale co emocjonującego jest w nawigacji? I tak popieprzy drogę w momencie jak będziecie się naprawdę gdzieś śpieszyć i na miejsce dojedziecie tydzień po. Jeśli Was przepuszczą na przejściu granicznym w Kirgistanie.

I tak wracamy do autobusu, którym sobie wracam z pracy, gdzie ukradkiem patrzę na cycatą Słowaczkę.

Słychać dźwięk samochodu. Mocny, agresywny bulgot nowożytnej V8. Ostatniej generacji Maserati Quattroporte. I co? I po za tym, że tylko ja prawie sobie skręciłem kark z uśmiechem wskazującym udar, totalnie nic. Ludzie na ulicy – dalej gapią się w sygnalizację. Ludzie w autobusie? Niczym roboty. 0 reakcji. Starsze małżeństwo tylko skomentowało, że jakiś idiota za kółkiem pozabija wszystkich.

Czy samochody stały się tak powszechne, że już wyjątkowość jest niewidzialna?

Czy dożyliśmy czasów, gdzie Ferrari będzie robiło taką samą furorę na ulicy jak Opel Corsa?

Czy nastał moment, w którym samochód spowoduje emocje u właściciela jedynie podczas opłacania rachunku w serwisie?

Oby nie, bo wtedy nie będzie żadnego sensu dla ciekawych samochodów. I GT86, Giulia, 918, P1, R35 i wiele innych staną się tylko nic nie znaczącymi punktami na listach fanatycznych kolekcjonerów.

A ludzie będą jeździć srebrnymi Aurisami.

 

Fotografia użyta w notce dzięki uprzejmości Ivo Berg: http://www.ivobergphotography.com/

Zobacz także:

1 Komentarz

  1. Adam

    23 marca 2017 at 11:49

    Niestety, wszyscy zapatrzeni w Smartfony.

Zostaw odpowiedź