Fotki #99: BMW Museum & Welt

Męski weekend z Prentkim i MAN TGE zahaczył o BMW Museum. Dlaczego? Bo mieliśmy postój w Monachium. Nie no serio, jeśli byśmy nie wjechali do BMW Welt i Museum to równie dobrze moglibyśmy zamknąć blogi (co w moim przypadku akurat byłoby dobre dla internetu). Przede wszystkim, czy warto jechać do stolicy Bawarii? Jasne! Poza BMW jest też piwo! A tak bardziej na serio…

BMW Welt

Kompleks Bawarskiego producenta maszyn DTM i silników dla Luftwaffe jest podzielony na 2 sekcje.

Darmowy BMW Welt, gdzie możecie zobaczyć obecną ofertę. Tam też możecie zamówić odbiór Waszego “śmigiełka” (Jeśli zamawiacie nowy egzemplarz do produkcji. Używane E36 spod Raszyna nie da rady).  Tutaj za wiele nie ma co mówić, powiedziałbym, że jest to taki salon na sterydach. I to silnych. Takich rosyjskich dla koni wyścigowych. Gdzie po zażyciu i jednej wizycie na siłowni, jesteście wielkości Roberta Burneiki. Do tego parę kawiarni (jeśli lubicie falę osób przechodzących Wam koło stolika), aby “spędzić” miło czas i sklepów z pamiątkami, m.in. strasznie żenującymi ciuchami, którymi możecie robić szał pod dyskoteką (tą w Raszynie po odebraniu E36). Tutaj też możecie się umówić na jazdy testowe praktycznie każdym nowym modelem BMW, w różnych wersjach silnikowych i wyposażeniowych.

BMW Museum

Czyli pełny przegląd historii jednej z tych ważnych marek dla rozwoju motoryzacji. Wejście to jedynie 10 Euro, więc całkiem nieźle jak na spędzenie 4 godzin (a jak będziecie wszystko czytać to i cały dzień można tu przesiedzieć!). Trzeba przyznać, że jest tu rozmach. Pełna historia, nawet bez zatajania okresu produkcji dla 3-ciej Rzeszy (co jest rzadkością. Wiele firm po cichu się wypiera tego epizodu.). Ilość eksponatów budzi wrażenie, chociaż część jak widać, nadal czeka na odrestaurowanie (trochę “zryte” uszczelki w Z8). Olbrzymim szokiem był dla mnie… brak szacunku ze strony zwiedzających. Jakiś idiota, postanowił do fotki sobie usiąść… na masce M1 Art Cara. Jak się potem dowiedziałem od obsługi – ludzie to chuje. Kradną elementy (E46 M3 CSL nie ma “L” na klapie i bocznych znaczków “M”, bo ktoś już pożyczył), w tym jeden rekordzista ukradł ćwiartkę błotnika jednego z wozów z sekcji DTM. Aż chce się rzec: “Co do kurwy?”. Myślę, że dość dobrze się z Prentkim zachowywaliśmy, bo Pani z obsługi otworzyła nam samochody z Sekcji M, za co szczerze dziękujemy i pozdrawiamy. Mogliśmy pooglądać z bliska silniki, wnętrza. To definitywnie nie są samochody dla “śmiertelników”.

Ogólnie BMW udało się osiągnąć to, co Ferrari – dostajemy strzała bagażem emocjonalnym i z każdym kolejnym pomieszczeniem mamy mniejsze bądź większe “łoooo”. Na pewno polecam odwiedzić ten obiekt. Cena nie jest wygórowana w stosunku do ilości i jakości eksponatów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Verified by MonsterInsights