Pewnego razu, moje BMW zaczęło robić Łu Łu Łu Łu z lewego tylnego koła. Pomyślałem sobie, że ktoś mi założył kompresor do Rurka, ale po zajrzeniu pod maskę nie znalazłem nic ciekawego. Nawet martwego gryzonia. Zapytałem więc Prentkiego Tomka: Co to może być? Po godzinnym tłumaczeniu, że to nie będzie ani kokaina, ani surykatka wkręcona w wał napędowy, doszliśmy do wniosku, że łożysko. Zapytałem więc, czy zabawimy się w wymianę?

Po 3-cim „spierdalaj”, się zgodził.

Wrzuciłem więc Mariah Carey do zmieniarki, i z okrzykiem „Ol aj łont for krismas is juuuuuuuuuu!!!!” zajechałem na miejsce. Wymiana się nie powiodła, zapewne dlatego, że Tadeusz ciągle próbował dosypywać nam rochypnolu.

Jednak w tym alkoholo-narkotyczno-melodyjnym rauszu pomyślałem sobie… „Czemu ludzie wszystkie problemy z samochodami wrzucają do worka: Zepsuło się”?

Wszystko ma swoją określoną wytrzymałość, szczególnie w mechanice, gdzie wszystko jest projektowane na określoną intensywność i długość pracy.

Ci oszukańczy producenci zmniejszają wytrzymałość części!

Czy zatem amortyzator, który się „zsikał” po przejechaniu 150 000 kilometrów po ukraińskich drogach się zepsuł, czy zużył? Najpierw powinniśmy zadać sobie pytanie: A na ile zaprojektował go producent? Bo jeśli np.: 100 000 kilometrów, to wtedy mówimy o zwykłym zużyciu. Znacznie lepiej to brzmi prawda? Chociaż z drugiej strony, jeśli mówimy „naprawiłem zepsute zawieszenie”, to brzmimy trochę jak bohater, prawda? Taki superczłowiek, który przyszedł z wiertarką udarową i złożył szafkę szwedzkiego producenta większych klocków z drewna i tworzyw.

Może dlatego wiele mechaników lubi używać „zepsute” tak często?

Aby zostać herosami, którzy ratują niewinne białogłowe, którym grozi brutalna śmierć od smoka Wielowachaczus Alforomeus.

Może to właśnie Ci mityczni rycerze naszych czasów, których wszyscy szukają?

Odłanczam klemę i cyk, błędów nie ma.

A może po prostu powinienem zmienić leki na migrenę?

Zobacz także:

Zostaw odpowiedź