Krótka notka, która będzie zawierała prawdopodobnie dużą ilość populizmu i banałów. Taki „szybki wyrzyg z mózgu”. Zostałeś ostrzeżony. Chociaż i tak nie wiem po co.

Jeśli od dłuższego czasu przeglądacie ten blog, mogliście się domyślić, że niezbyt rozumiem ludzi. Jestem w tym strasznie kiepski. Dlatego nie rozumiem fenomenu Dżersyj Szor, Klanu i Pizzy Hawajskiej.

I nie wiązania butów. Rozwiązane buty są niepokojące. Serio.

Ale za to lubię obserwować. I obserwuję sobie ludzi w internecie. I można się poczuć jak w ZOO, gdy się ogląda małpy rzucające w siebie kupą. Dosłownie i w przenośni. Jednak narzekanie na to, że większość komunikacji w internecie to ciśnięcie sobie i przekazywanie, co matka jednej osoby robiła i jaka jest jej historia seksualna, byłoby aż do bólu banalne.

Więc o co tym razem się przypieprzę?

Brak umiejętności wyszukiwania informacji i próby rozwiązywania (często banalnych) problemów/wątpliwości, czy nawet prostego, logicznego pomyślenia. Nie mówię już o braku umiejętności weryfikacji poznanych informacji.

Trochę zbyt ogólnikowo? No to przykłady pytań zadanych na różnego rodzaju grupach:

Co oznacza kontrolka X, Y?

Gdzie osoba ma pod ręką instrukcję. Albo o:

Jak sprawdzić, czy działa mi podgrzewanie foteli/lusterek?

I chyba najgenialniejszy przykład ever, który mnie zawsze śmieszy:

Coś stuka/piszczy/terkocze/warczy podczas jazdy, pomóżcie!

Przykłady można by mnożyć w nieskończoność.

Osobiście mnie to martwi z prostej przyczyny. Mamy świetne i potężne narzędzie: Internet. Poza ułatwionym dostępem do cycków jest on olbrzymią kopalnią wiedzy, względnie łatwą do przeszukania. Niestety, dla wielu ludzi interneto kończy się na grupie Facebookowej „Marka Samochodu Model – naprawy”, gdzie oczekuje się podania na tacy wszystkiego. Szkoda, bo często znajdując w internecie odpowiedź na jedno nasze pytanie, możemy przy okazji się dowiedzieć kilku innych rzeczy, które są powiązane bardziej, bądź mniej z intrygującym nas tematem. Czy naprawdę ludzie są tak oporni na próbę własnoręcznego zdobycia wiedzy? Czy przez tyle lat ewolucji doszliśmy do punktu „daj mnie, mnie się należy”?

O à propos „mnie się należy”.

Też widzicie niepokojący trend, który został sprowadzony do mema „mam horom curke!”? Otóż jak widzę, po spopularyzowaniu portali crowdfundingowych, zaczęły się coraz częściej pojawiać osoby, które żądają czegoś… ” bo jestem niewidomym rozwodnikiem na wózku, a córka urodziła się kadłubkiem, dej miljon, bo chcę kupić tanie pluszowe zabawki za kupony”. Pracowałem w kilku różnych branżach i zdarzały się wiadomości typu „syn ma [choroba] i kolekcjonuje [jakiś gadżet np.: smyczki], czy mają Państwo takowe do oddania?”. Zdarzało się coś wysyłać, zdarzało się ignorować i w sumie dzień jakoś mijał. Dzisiaj? Postawa roszczeniowa, bo „mi się należy”. Najgorsze jest to, że najwięcej tego wychodzi od osób, które jakoś specjalnie problemu nie mają – po prostu wyczuły „interes”. Szkoda, bo jak zwykle to bywa, prawdziwa tragedia płacze w ciszy i samotności.

Dlaczego społeczeństwo zmierza w kierunku bycia roszczeniowymi kutasami?

Zobacz także:

Zostaw odpowiedź