Znacie to wszyscy. Prawdziwy petrolhead musi kupić/przejechać się samochodem XYZ. Chyba najczęściej słyszane zdanie na każdej grupie, forum. Zaraz po: Kup E36 328i, czy „300KM na pierwszy samochód to spoko pomysł”. Postanowiłem więc nieco przemyśleć temat i zrobić taką pigułę: „w ilu punktach zawiodę jako petrolhead”.

1. Alfa Romeo/Lancia.

Zaczniemy klasycznie. Piękne, marudne, wybredne Włoszki. Je się kocha, a zarazem nienawidzi. Lancie nieco krócej, bo pewnie przerdzewieją. Jednak całość samochodu będzie dla nas jak żywy kompan, jak dobra kochanka, która potrafi być wredną suką. Chociaż od jakiegoś czasu Alfy zaczynają być coraz bardziej bezproblemowe, więc ta sukowatość jest temperowana, a Lancia to już Chrysler, więc jeśli ktoś ma ochotę randkować kobietą po operacji wszczepienia penisa – proszę bardzo. Dlatego im starsze te Włoszki – tym lepiej. Więcej charakteru, więcej duszy, więcej emocji. I tak każdy chciałby się przejechać Integrale HF ;)

2. Mazda z Wanklem.

Jeśli lubicie wiertarki i macie w BOSCH kartę stałego klienta – idealna opcja. Niespotykany nigdzie indziej silnik Wankla da Wam wrażenia niespotykane, w żadnym innym rzędowcu, „fałce”, czy boxerze. Silnik osiągający 10 000 uśmiechów na minutę. Jeśli nie przeszkadza Wam to, że najprawdopodobniej nie znajdziecie nikogo w okolicy, kto umiałby serwisować ten silnik – warto. Wrażenia dźwięko-jezdne wynagrodzą Wam rozbiórkę silnika co 100k-120k km. Dodatkowo, dla osób z własnym miejscem do grzebania, będzie to dość prosty i „wygodny” silnik do rozbiórki (serio, Wankiel jest bardzo prostym silnikiem).

3. Samochód z dużym, amerykańskim V8.

Wolnossące, duże V8 o pojemności Waszego zlewu.

4. Samodzielny projekt.

Tak jest. Zbuduj własny wóz. Oczywiście nie musi być to konstrukcja rurowa składana od podstaw. Tuning samochodu i jego odbudowa, także się oczywiście liczy. Taki wóz jest sporym poletkiem do nauki o mechanice, sposobie działania wozu. Mój znajomy, budujący Skyline R33 bardzo celnie określił swoją przygodę z Nissanem: „Polecam wpierdalanie co miesiąc hajsu w starego datsuna, który nie przejechał samodzielnie kilometra od 2 lat.” To mówi samo przez się. Sama przyjemność i radość życia. Zobaczymy czy Rurkiem uda się spełnić ten punkt.

6. Hot-Hatch.

Mały, mocny Hatchback. Najlepiej francuski. Dlaczego? Bo małe, zwinne, a jak nie umiesz jeździć to będzie Cię chciało zabić po odpuszczeniu gazu w zakręcie. Dodatkowo to są zawsze szczęśliwe samochody. Małe, szybkie, zawadiackie dające radość z jazdy. Takie „wszystko co najlepsze w jeździe samochodem” skompresowane do segmentu B/C. Dlatego warto.

7. Jaguar.

Tutaj jeden, jedyny, koronny argument:

Tak, na mojej liście zakupowej „wisi” pozycja Jaguar. Kiedyś ją zrealizuję.

8. Jakiś beznadziejny, wiecznie psujący się samochód.

Jeśli doszedłeś do momentu w życiu, kiedy te stało się spokojne. Gdzie brawura została zastąpiona kubkiem ciepłej herbaty przy książce. Kiedy regularne wizyty na ostrym dyżurze, z powodu doznanych obrażeń, zastąpiłeś wieczorkiem filmowym z piwkiem – pora to zmienić. Kup totalnie beznadziejny samochód, który zgwałci Twój budżet i stan konta. E36 z 2.5TDS po przegrzaniu będzie spoko opcją. Albo Alfa z TwinSparkiem. W drugim przypadku będziemy mieli „z głowy” pierwszy punkt. Dlaczego? Nic tak dobrze nie pobudza o poranku jak „K#%wa jego je@#na mać! Czemu Ty sku%#$&#nu nie odpalasz?!”, albo „Co tam znowu cieknie?!”, „Co to za dźwięk przy dodaniu gazu?”. Taki wóz uczy cierpliwości. Po roku z takim wozem nie drgnie Wam nawet powieka, kiedy będziecie słuchali dyskusji wegańskich feministek, studiujących prawo i ćwiczących crossfit. Serio. Wasza cierpliwość będzie tak silna, niczym supermoc mutantów klasy Omega z Marvela.

9. Kabriolet.

Złożony dach, serpentyna w słoneczny, nie za ciepły dzień. Najlepiej Włochy. Obraz jak z filmu. Dlatego warto „zaliczyć” w swym życiu jakiś fajny kabriolet. Czy zwinną i frywolną MX-5, czy coś nieco bardziej stonowanego i większego od Audi, czy Mercedesa. A może coś, co chce Cię zabić na zakręcie jak S2000 AP1? Wybór należy do Ciebie

No i cóż. Szczerze mówiąc, to jest parę punktów, które chciałbym spełnić z tej listy. „Niestety” okazuje się, że żona także (tak jakby mi ten fakt przeszkadzał :D ). I problem jest taki, że chyba trzeba organizować fundusze na garaż, który pomieści z 20 samochodów. Przynajmniej.

Zobacz także:

5 komentarzy

  1. Dapo

    16 listopada 2016 at 13:52

    Mam 2 garaże, ale to za mało. Mieszczą się tylko 2 auta 5 rowerów i trochę gratów. Przydałyby się jeszcze ze 2 albo jeden większy- na 2 samochody.

    1. Bio

      16 listopada 2016 at 19:30

      Ja tak teraz pomyślałem, i jako minimum: garaż na 3 miejsca + podjazd na 3-4 wozy :D
      Tylko gdzie ja zarobię na to? :D

      1. Dapo

        17 listopada 2016 at 12:03

        ja też nie mam kasy na kolejne garaże, zresztą mam inne priorytety: 1 – wydatki/inwestycje rodzinne, 2 – samochody (które mam i które chcę kupić).

  2. iParts.pl

    25 listopada 2016 at 12:16

    Jak sobie pomyśle jakie samochody chciałbym mieć w sowim garażu, to musiałby on być wielkości stadionu sportowego!

    1. Bio

      25 listopada 2016 at 17:48

      No ja trochę pohamowałem moje wodze. Obawiam się, że kupno… małej wsi, którą wyasfaltuję i zrobię duzą halę, będzie „trochę” ponad mój budżet :D

Zostaw odpowiedź