Zawsze jestem zwolennikiem napraw, które przy okazji są też upgradem. Takie „przyjemne z pożytecznym”. I niestety nie zastosowałem się do tego przy wymianie tylnych amortyzatorów, czy też klocków i tarcz, gdyż po prostu potrzebowałem „na szybko”, żeby działało, o tyle jak już padł przedni amortyzator, stwierdziłem że: „Trzeba się tym już zająć na porządnie”. Padło więc na zawieszenie gwintowane, aby przy okazji ustawić samochód nieco lepiej (ugh ta szpara z przodu), a dokładniej przyjechał do mnie zestaw Bilstein B14. Zanim Opiszę Wam, jak się go montuje, abyście mogli także samo to zrobić, spójrzmy najpierw na sam zestaw. Co dostajemy w pudełku, dlaczego właśnie ten zestaw i tak dalej.

Skontaktowałem się z Maćkiem z Bilstein Polska, aby pomógł mi znaleźć argumenty dla mojej Żony, dlaczego właściwie chcę zdefraudować taką sumę na „jakieś patyki do samochodu” i dlaczego nie będzie mogła przez pół roku kupować książek.

Pierwsze co mnie przekonało to słowo Nürburgring. #potwierdzoneinfo Bilstein sobie „wymyśla” zawieszenie i po pozytywnych testach na torze testowym w Papenburgu (gdzie można symulować chyba wszystkie warunki na drodze), wóz jest zabierany na Zielone Piekło, gdzie ma „najgorszy dzień w życiu” i to nie jeden. Wszystko po to, aby osoba montująca to zawieszenie u siebie w samochodzie miała porządny, sprawdzony produkt, którzy działa tak jak powinien, a nie tylko ładnie wygląda w worklogach projektów na forach. Dodatkowo Bilstein, dzięki współpracy z producentami wozów i dzięki temu olbrzymiej bazie wiedzy odnośnie części OEM + upgradeów, pozwala ufać, że produkt zawsze będzie spełniał zamierzone parametry, a nie „jak wyjdzie, to będzie dobrze” – często spotykane w tanich produktach.

Ale wróćmy do mojego B14 i zacznijmy od wykonania.

Pierwsze co zapewne widzicie na aukcjach używanych zawieszeń gwintowanych to to, że sam gwint na kolumnie jest mega przerdzewiały. Bilstein postanowił podziałać w tym temacie. Poza tym, że pojawił się anty-korozyjny ocynk, to aby nie został on uszkodzony – doszło dodatkowe 2 warstwy chroniące go, sprawiając, że nie ma się czego obawiać, że po zimie będziemy musieli walczyć z regulacją.

bilstein b14Zresztą, popatrzyłem na ebayu i spójrzcie, jak wygląda Bilstein B16, który jest tak samo chroniony. Po ponad 60 000 km wystarczy wyczyścić z brudu i dalej można używać regulacji! Według mnie jest to wynik mega dobry, szczególnie przy paru konkurentach, którzy zalecają smarowanie jakimiś pastami, czyli „kupcie nasze zawieszenie, a potem zróbcie naszą robotę”. A to jest niefajne w momencie, jeśli chcecie zakupić produkt kompletny.

Z widocznych jeszcze rzeczy, Bilstein B14 oferuje obniżenie aż o 50mm. Można więcej, ale to już jest niezgodne z TUV i możecie mieć problemy na wycieczce do Niemiec, czy Austrii. Jednak mnie bardziej interesuje, aby „wyrównać” krawędzie błotników, gdyż BMW ćpało przy designie i tylny błotnik jest niżej, przez co według mnie ta cześć linii samochodu, wygląda dziwnie.

A przecież może być tak:

Bilstein B14 BMW E46

Czyli – normalna wysokość, bez czarnej dziury na przedniej osi i spory upgrade do prowadzenia. Można? Można.

Ok, ale co tam siedzi w amortyzatorze? Otóż Bilstein, we wszystkich zawieszeniach, gdzie ma być lepiej niż OEM, wykorzystuje technologię Monotube. Na czym to polega? Już powolutku wyjaśniam.

Ogólnie kwalifikujemy amortyzatory na: Gazowe i Olejowe (Olejowe „oleję”, gdyż prawie nikt ich nie używa, więc macie 99,99% szans, że ich w życiu nie spotkacie, ew. w jakimś bardzo starym pojeździe). Jest tutaj mały haczyk, gdyż te pierwsze także mają olej – i to sporo. Chodzi jednak o to, że w nich dodatkowym elementem jet gaz. W przypadku Bilsteina jest to Azot, gdyż jest znacznie bardziej stabilniejszy od zwykłego powietrza (tak, te 30% robi różnicę). Co robi ten gaz? Utrzymuje Olej pod ciśnieniem. Zapytacie: Dlaczego? Gdyż olej ma taką wredną przypadłość, iż w momencie pracy, może się spienić, co oznacza jedno – amortyzator przestaje działać. A tego, byśmy nie chcieli. Fajnie możecie to zobaczyć na filmiku:

Zapewne ktoś jeszcze zapyta: ale o co chodzi z tymi mono- i twintubami? Otóż jest to bardzo proste, jeśli się zobaczy schemat:

bilstein monotube twintube

Po lewej mamy układ twintuba, a po prawej – monotube. Zajmijmy się tym pierwszym, gdyż jeśli masz seryjne zawieszenie – na 90% masz taki układ, gdyż jest tańszy w produkcji, nie trzeba się męczyć, aby go przystosować do jazdy sportowej, a i dodatkowo „miększy”, od rozwiązania monotube. Otóż jak widzicie, mamy 1 tubę zewnętrzną, a w niej jest druga, która ma w sobie już tłoczysko. W momencie ścisku amortyzatora olej przepływa do „zewnętrznego” zbiornika, dzięki zaworkom. Tam azot pod niewielkim ciśnieniem pilnuje, aby tego oleju za dużo nie „przeleciało” i aby amortyzator „nie wpadł”. Niestety wadą tego rozwiązania jest to, iż gaz ma kontakt z olejem, co w warunkach torowych może spowodować spienianie oleju. Dlatego amortyzator, takiego zwykłego Yarisa, czy Golfa, z okrążenia na okrążenie będzie tracił „jakość pracy” na torze. Dodatkową cechą tego typu amortyzatorów jest fakt, że muszą one pracować tylko w pionie, tak jak producent określił – ale dlaczego, to już Wam powinny podpowiedzieć podstawy fizyki :) Z ciekawostek – wszystkie tanie zawieszenia gwintowane wykorzystują technologię Twintube. Dziwiliście się, dlaczego tanie gwinty są miękkie? Chyba już wiecie czemu.

Dlatego właśnie Bilstein w wariantach sportowych stosuje technologię Monotube. Jak widzicie, w jednym cylindrze mamy 2 „komory” jedna jest wypełniona olejem, a druga Azotem, pod wyższym ciśnieniem niż w poprzedniej konstrukcji. Dzięki temu, że ciecz jest już pod ciśnieniem i oddzielona od gazu, olej zachowuje swoje właściwości pomimo większego obciążenia. Dodatkowo sporo łatwiej taki rodzaj zawieszenia dostroić do potrzeb. Tzn i tak trzeba odwiedzić serwis, który nam ustawi twardość, taką jaką chcemy… chyba, że pójdziecie w wyższy model: Bilstein B16, gdzie taka regulacja jest już zamontowana i możecie sobie ją regulować bez demontażu.

Mam nadzieję, że powyższe Wam trochę wyjaśnia dlaczego:

A) jeśli gwint, to mono-tube

B) jeśli gwint, to markowy

A teraz przejdźmy do pudełka, bo co po niektórzy już pewnie toczą pianę: „dawaj zdjęcia gwintu bydlaku, a nie szkol mnie tutaj!”

 

[i tutaj część unboxingowa jak będę miał zestaw]

Zobacz także:

Zostaw odpowiedź