Zdarza się, że coś mi pizgne do łba i kończy się to hasłem „no przecież samemu raczej dam radę to zrobić nie?

No i poszło… Jak zapewne wiecie, po wpisach na facebooku, kupiłem Tylne Tuleje Wahaczy oraz podnośnik.

Ogólnie wszystko przez Poradnik Przedzimowy, abyście mi nie mówili, że „tylko marudzi co zrobić, a sam nic nie robi”.

Postanowiłem przy okazji zrobić małego workloga, aby Ci, którzy mają chęci, podnośnik, 2 koziołki (bądź zamiennik – o tym dalej), parę kluczy i chęci, mogli także się spokojnie podjąć wymiany tego elementu.

Ogólnie na początku teoria. Jaki jest objaw „wywalonych” tulei?

1. Przy przekraczaniu śpiących policjantów poczujemy stuknięcie i lekkie szarpnięcie kołem.

2. Jak wóz podniesiemy i mamy zablokowana kierownicę – kołem możemy lekko obracać w osi pionowej.

To są takie 2 główne objawy, które dają nam znać, że pora wymienić ten element.

A teraz przejdźmy do rzeczy. Co nam będzie potrzebne do takiej operacji?

Tuleje wahaczy

Na zdjęciu widać w miarę wszystko. Poza kluczem do odkręcenia koła:

1. Nasadka 16mm.

2. Przedłużka.

3. Grzechotka.

4. Klucz oczkowy który widzicie przydaje się do „dociągnięcia” nowych śrub, gdy nie macie klucza dynamometrycznego.

5. Śrubokręt płaski.

6. Dremel z tarczami do cięcia, bądź jeśli macie więcej miejsca – szlifierka kątowa.

7. Jakiś nożyk

8. Wkrętarka z wiertłem do drewna – radzi sobie bardzo dobrze z gumą. Chociaż teraz raczej optowałbym za jakimś brzeszczotem.

9. Może się przydać młotek, ale ja go używałem, bo jestem po prostu idiotą.

10. Pasta do rur/uszczelek. Znalazłem coś takiego kiedyś na dziale hydraulicznym w markecie budowlanym. Ogólnie służy ona do… no poślizgu elementów gumowych.

Coś do podniesienia wozu i podłożenia pod podłużnice.

Tuleje wahaczy

Wóz w górę. Najlepiej podnieść go z obu stron. Będzie więcej miejsca a i tak będzie nam to potrzebne, bo będziemy zdejmować osłony spod silnika, dla większej swobody działania.

Słowem jeszcze odnośnie tego, na czym ja położyłem wóz. Otóż są to moje 18″ felgi. Tak, te z „Winterprojectu, gdyż koziołki zostawiłem w Polsce. Nie bójcie się – niedługo je przywiozę i świat będzie piękny ;)

Warto przyjąć zasadę „nie ufaj podnośnikowi”. Podłóż coś stabilnego pod wóz i oprzyj go na nim. Będzie pewniejszym, iż nie spadnie Wam na głowę 1500kg stali, aluminium, gumy, czy czego tam jeszcze w wozie jest.

Ogólnie przednia osłona trzyma się na kilku śrubach „krzyżakach”, znajdziecie bez problemu. Wyrzucam ją spod wozu i zabieramy się za główną osłonę pod silnikiem. Tu nas już „zmęczy” 8 śrub na nasadkę 16mm. Przedłużka ułatwi życie, bo te cholery są w „slotach”, i nasadka jest z grzechotką na styk.

Następnie przechodzimy do naszych głównych bohaterów. Na zdjęciu już wymieniony, ale widać śruby, które musimy odkręcić.

Tuleje wahaczy

I teraz jest haczyk. Tuleja jest złożona w parę „warstw”, jesli mozna to tak nazwać. Od wewnątrz, na zewnątrz mamy:

1. Obwódka z gumy.

2. metalowy pierścień (a właściwie 6-cio kąt).

3. Więcej gumy – to ona pracuje, i to ona pęka.

4. Zewnętrzna tuleja metalowa – i ona jest już wprasowana w sam uchwyt.

Ogólnie musimy rozciąć gumę z punktu 3-go. Ja osobiście przewiercałem punktowo. Miejsca na wkrętarkę jest, nawet od strony pasażera, gdzie przebiega wydech. Po tej pracy raczej bym wybrał brzeszczot, bądź jakąś linkę stalową do cięcia – np. jaką mają szklarze do wycinania szyb.

Tak więc „rozwalamy resztę gumy, która się trzyma i cieszymy się poniższym widokiem.

Tuleje wahaczy

I taka moja mała teoria, jeśli jestem w błędzie – poprawcie mnie w komentarzach. Z obydwu stron mamy taki oring gumowy, jak widać powyżej. Jeśli tuleja już „nie trzyma” to wtedy te oringi wypadają. często, bez podnoszenia samochodu możemy je zobaczyć jak są na wahaczu. To już daje nam informację, że trzeba sprawdzić tuleję.

No to najcięższy element już wyleciał z wozu. Jesteście zadowoleni? To świetnie. Jeszcze po drugiej stronie musicie zrobić to samo, a będzie przygotowani, że może być w lepszym stanie.

Teraz bierzemy się za narzędzia elektryczne. Dlaczegóż? Bo trzeba przeciąć element numer 2 z listy wyżej.

Tuleje wahaczy

Ogólnie jest to dość bezpieczna sprawa, nie uszkodzimy wahacza. Wygląda to w ten sposób, że przecinamy resztki gumy, dopiero potem metal i na końcu znowu guma. Zanim trafimy na wahacz, ciepło które „przejdzie” przez metal do gumy, nagrzeje ją na tyle, że przy spotkaniu z tarczą dremla/kątówki zobaczymy dym. Nowego papieża nie będzie, ale idziemy dalej i tniemy wzdłuż. Po pozbyciu się metalu – nożyk w łapę i rozcinamy pozostałości gumy. Dzięki temu ramię wahacza nie zostanie uszkodzone.

Rozcięcie rozszerzamy płaskim śrubokrętem, bądź czymś co wam wpadnie pod rękę i wypada element wewnętrzny:

Tuleje wahaczy

Teraz pozostaje poskładanie.

Teraz się przyda pasta, o której mówiłem wcześniej. Smarujemy nią ramię wahacza i wewnętrzną gumę tulei. Dlaczego? Żebyśmy mniej przeklinali, jak będzie wchodzić. Takie pasty mają środki ochronne dla gum, więc nie ma co się obawiać, a mocowanie tulei i tak zapobiega jej wypadnięciu.

Przy składaniu, zwróćcie uwagę, że mocowanie tulei po jednej stronie ma większe otwory – nimi do samochodu. Zresztą – zobaczycie wystające cylindry na które macie umieścić całość.

W zestawie zawsze są nowe śruby – ich na pierwsze „złożenie” nie używałem. Chciałem żeby się poskładało jak trzeba, bez uszkadzania nowych śrub. Poskładałem na starych i potem pojedynczo je wymieniałem na nowe.

Nowe śruby należy dokręcić momentem 56Nm, przynajmniej tak twierdzi instrukcja FEBI Bilstein. Jeśli nie macie klucza dynamometrycznego, do „sprzedam” Wam poradę od Tommyego, który już nie raz składał zawieszenie np. w Bordowej.

Śruby, które mają wylądować w konkretnych miejscach są przygotowywane na konkretne dociągnięcia. Dlatego przy dokręcaniu można wyczuć jak materiał się „naciąga”. Dlatego na końcową fazę bierzemy dobry klucz oczkowy i ostrożnie dociągamy. Jeśli wyczujemy „plastyczność” śruby – jest dobrze przykręcona.

Potem zostaje złożyć wszystko do kupy.

Tuleje wahaczy

Przy okazji możecie zobaczyć, że 8″ felgi + drewniane klocki dla ochrony, świetnie nadają się pod samochód. Całkiem znośna ilość miejsca dla 183cm wzrostu i 82 niewysportowanych kilogramów.

Zakładamy koła. Poniżej możecie zobaczyć bardzo nierozsądny sposób ich zakładania. Oczywiście tylko w momencie, jeśli jesteśmy tylko na podnośniku. Tutaj mam jeszcze felgi pod wozem, więc nic mi nie grozi, ale z samym podnośnikiem, jeśli by „puścił”, to jedyne co by mi zostało to ćwiczenie stójki na tylnych kołach wózka inwalidzkiego przez parę miesięcy, jeśli miałbym sporo szczęścia.

Tuleje wahaczy

Warto zrobić przejażdżkę testową, po której sprawdźcie, czy śruby są na miejscu i je trzyma jak trzeba. Dojście do nich nie wymaga podniesienia wozu, więc wystarczy wyruszyć w przygodę z kluczem 16mm. Oczywiście na koniec jedźcie sprawdzić geometrię. Jeśli usterka jest wcześnie wykryta, to często żadnych poprawek nie trzeba będzie robić. U mnie skończyło się na kontroli.

A teraz? A teraz pozostaje wypić piwko po dobrze wykonanej pracy.

Zobacz także:

Zostaw odpowiedź