Miałem już dodać wcześniej notkę o tym filmie, ale jakoś tak nie miałem weny twórczej. Na tym wynalazku Polskiej Kinematografii miałem okazję być coś w okolicy piątego marca. Na początku chciałbym powiedzieć, że cieszę się, że nie musiałem płacić za bilet (a tak wyszło, że mieliśmy „wuszery”), i cieszę się z tego powodu bardziej, po obejrzeniu tego filmu. Kto ma w domu telewizor i czasem go ogląda ten wie, że przed premierą było wielkie… „spuszczanie się” na tym pseudo… dziełem jak to nazywano. Mówiono, jakie to oryginalne, dające do myślenia, nowatorskie i w ogóle jeden z lepszych Polskich filmów ostatnich czasów. Co ja na to? Wg. mnie Polski kino trzyma swój poziom. Tak niski jak zwykle, i nie wydaje mi się, żeby coś się miało wybić z tego dna. Najlepsze jest to, że ostatnio nam mówią, że pojawiają się coraz lepsze produkcje, ale cóż… cienki jak podpaska Weekend, czy właśnie płytka, jak jezioro w trakcie suszy Sala Samobójców, nie nastrajają pozytywnie do kolejnych produkcji. Ale przejdźmy do tytułowego filmidła. O czym jest ten film? W skrócie: rozwydrzony dzieciak, wyśmiany i poniżony przez kolegów, znajduje kumpli w grze internetowej i… się zabija na końcu. Zaspoilerowałem bardzo, ale trudno. Nic na tym nie straciliście. Twórcy filmu chcieli poruszyć jakiś ważny temat typu… jak to rodzice zajmują się własnymi dziećmi, jak potężnym narzędziem jest internet, bla bla bla. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że po ok 1/4 filmu widać, że już nie było pomysłu co by tu zrobić dalej i jak pociągnąć tą fabułę, więc szybko i zwięźle zakończyli tą produkcję. Szkoda tylko, że niektóre rzeczy są tak odrealnione od rzeczywistości… ale do tego przyzwyczaił nas już Klan, Na dobre i na złe, czy inne badziewne wynalazki, jakie serwuje nam Polska telewizja. Plusem tego filmu niewątpliwie jest to, że ktoś taki jak ja czuje się po nim… nie wiem… że ma lepszy gust? Jakoś wypadło mi z głowy dobre określenie tego.
Ode mnie te filmidło dostaje… 3/10.

Zostaw odpowiedź